Wegańskie Bałkany

with Brak komentarzy

Wybraliśmy się na wycieczkę objazdową po Bałkanach, trochę się obawiałam, czy będę miała co jeść, na szczęście moje obawy były bezpodstawne. Było przepięknie i smacznie.

Zwiedziliśmy Chorwację (tylko Dubrownik), Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Albanię, Macedonię i Serbię. Wszystko w dwa tygodnie, trochę to za szybko dla mnie, ja lubię spędzić więcej czasu w jakimś miejscu, posiedzieć w restauracji, czy kawiarni poprzyglądać się, pochodzić małymi uliczkami. Coś za coś, dzięki temu, że tempo było bardzo szybkie zobaczyliśmy dużo miejsc i wiemy gdzie chcemy wrócić. To co mnie urzekło to dostępność pysznych owoców, figi prosto z drzewa :), pierwszy raz próbowałam odmiany zielonej, która jest dużo smaczniejsza niż te fioletowe, które możemy kupić u nas przy odrobinie szczęścia. Niestety sezon na granaty (które uwielbiam) dopiero się zaczynał i choć rosły wszędzie, były jeszcze niedojrzałe. Jednak były inne owoce 🙂

kosz pełen szczęścia (fot. Sebastian Soboń)

 

Figi wyglądają tak i kosztuję 1 euro za kg, a nie 2 zł za sztukę 🙂

Cudnie jest pozwiedzać miejsca, gdzie pomarańcze spotyka się nie tylko w oranżerii, a miejscowi żeby uzyskać trochę cienia np. dla samochodu, sadzą sobie kiwi 🙂

Kiwi jako roślina cieniodajna

W Sarajewie po raz pierwszy spróbowałam burka z ziemniakami i był pyszny. Potem poszukiwałam go w Ulcinj w Czarnogórze, ale tam miałam problem żeby go dostać, był tylko w jednej Pekarze i szybko się wyprzedawał. Jednak trafiliśmy na niego znów w Kotorze, tam też spotkałam burka z porem i grzybami, pyszotka! Wszyscy byli ciekawi tego burka z ziemniakami czyli z krompirem, bo cały czas o nim mówiłam. A mówiłam bo był jedną z dwóch wersji, które mogłam jeść, dopóki nie poznałam wersji porowej :). Te burki które widać na zdjęciu poniżej nie były typowe, to takie maluszki.

Upragniony burek z ziemniakiem i nowość z porem i grzybami

Typowy burek wyglądał tak:

Burki w Pekarze w Kotorze

Żałuję że nie zrobiłam zdjęcia burka w Sarajewie, wolałam fotografować coś innego…

super napić się wreszcie piwa po długiej podróży          

Co ciekawe jedną z najbardziej tradycyjnych potraw macedońskich jest Travce-Gravce, czyli fasola zapiekana z dodatkiem cebuli, ostrej papryki i oleju. Bardzo smaczna, ale i tak najlepszą fasolę jadałam w Albanii. Wszędzie na Bałkanach można też spotkać sałatkę Szopską, czyli pomidor, ogórek, cebula, papryka, słony ser i oliwa – to wersja dla wegetarian. Pewnie da się zamówić bez sera, bo z tego co widziałam to jest on sypany po górze.

Jedyne zdjęcie Travce-Gravce jakie mam jest straszne, ale co tam wstawię 🙂 Tak parasol pod którym siedzieliśmy był czerwony…

W Albanii udało nam się trafić do restauracji, która była zrobiona w zwykłym domu. Więc kuchnia była naprawdę autentyczna. Nie będę ukrywać, że znajdziecie tam dużo opcji wegańskich, bo nie. Parę wegetariańskich, tak, ale i tak wszystkim najbardziej smakowała fasola (która z tego jak udało nam się dogadać, była zjadliwa dla wegan). Oczywiście nie pytajcie w knajpach czy danie jest wegańskie, jak już ktoś mówi po angielsku, to też tego nie zrozumie, trzeba pytać czy jest bez mięsa, sera/mleka i jajek i tyle, albo pokazywać ;).

biała fasola z przyprawami na oleju, była pyszna

Jednego dnia w Kotorze miałam dzień dziecka, bo oprócz upragnionego burka, znaleźliśmy restaurację, która pasowała wszystkim, Ci co chcieli jedli “owoce” morza, a ja mogłam legalnie z karty wybrać danie wegańskie 🙂 było nim spaghetti aglio peperoncino, niestety bez natki, ale i tak bardzo smaczne. Do tego mogłam jeszcze zamówić grillowane warzywa, które też tak się nazywały w karcie i nic nie trzeba było kombinować.

spaghetti aglio peperoncino – wegańskie z natury
pyszne grillowane warzywa      

Kotor to miasto kotów :), dokarmiałam je tym co zostało na talerzach moich kompanów, czasem musiałam użyć sztuczki. Ej patrz tam (i ukraść), ale potem już dzielili się sami ;).
No ale jak można się nie podzielić, jak on tak na Ciebie patrzy!

Zjadłbym to co masz na talerzu, nie, nie ty roślinożerco
 

W Kotorze mają nawet muzeum kotów (nie byłam) i sklepy z pamiątkami kocimi.

fot. Sebastian Soboń

Miasto jest bardzo popularne i jest tam mnóstwo turystów, ale mieszkańcy starówki nie robią sobie z tego powodu kłopotu i żyją normalnie.

fot. Sebastian Soboń

 

Dowód w postaci dwóch sztuk, które śpią w umywalce, więc wody sobie już nie nalejesz, bo kociom gorąco (fot. Sebastian Soboń)

Tego dnia zwiedzaliśmy też Budvę, kolejne piękne miasto Czarnogóry i dzień dziecka trwał nadal, bo trafiłam na wegański sorbet o smaku gorzkiej czekolady!!! Pyszotka

 

Na dziś tyle, napiszę jeszcze o tych miejscach i ich kuchni, bo jest to bardzo ciekawe, mam też mnóstwo zdjęć kotów i bardzo, bardzo się staram ich nie wrzucać. Jednak jakbyście chcieli je zobaczyć to dajcie znać w komentarzach :).

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o